//////

Monthly Archives: Październik 2012

POSZUKIWANIE FORM

Poszukiwanie form kontaktów wspólnotowych, możliwych do zrealizowania w polskich warunkach. Poczucie wspólnoty i rzeczywiste życie w grupie było bardzo ważnym czynnikiem integracji ruchu teatralnego, który przeciwstawiał teatrowi-urzę- dowi wzór teatru-rodziny — jak to określa Tadeusz Nyczek. Wprawdzie forma teatru-komuny, popularna w zespołach teatralnych krajów zachodnich, nie przyjęła się w Polsce (ze zrozumiałych powodów: konwencje obyczajowe, brak mieszka­nia, brak możliwości utrzymania się poza mecenatem państwo- wym), jednak członkowie zespołów wiele czasu spędzali ra­zem, w grupie, która stanowiła także oparcie w sprawach życio­wych i codziennych kłopotach.

ODRĘBNA CAŁOŚĆ

Nastawienie na rozszerzenie pola kontaktów, pogłębienie ich intensywności, na dialog, autentycz­ną wymianę myśli, umiejętność słuchania innych, akceptacja cudzej odmienności — „przyjęcie drugiego”, były czymś bardzo charakterystycznym dla atmosfery panującej wewnątrz kręgu ludzi uważających się za „swoich”.Teatr-ruch tworzył więc własną odrębną kulturową całość, alternatywną wobec tak zwanej kultury oficjalnej. Całość ta obejmowała zarówno formy twórczości artystycznej, własny język teatralny, własne kody artystyczne — mówiąc ogólniej, jak i formy obiegu zamknięte w ramach ZSP-owskiego mecenatu. Obejmowała również wzory prywatnych i publicznych zachowań oraz uzasadniające je wartości etyczne, własne sposoby wid?e- nia i interpretowania zastanego świata.

POCZĄTEK RUCHU

Taki był początek teatru-ruchu. Jak przebiegała jego ewo­lucja? Już w ciągu trzech następnych lat okazało się, że nadzie­je na radykalne zmiany nie zostały spełnione. Udział młodego pokolenia w kształtowaniu otaczającego świata okazał się nie­realnym marzeniem. Zamiast radykalizacji świadomości społecz­nej nastąpiło cofnięcie się w świat prywatności, rosnące zainte­resowanie przysłowiowym „małym fiatem” i domkiem jedno­rodzinnym. W manifestach z 1972 roku pojawia się nuta roz­czarowania: „Co z tamtych, niezwykle uroczystych zobowiązań zostało w nas dzisiaj? — pisze Hejduk. — Co z tamtych, roman­tycznych wzniesień przetopiło się w pragmatyzm naszej wspól­nej codzienności?